Krezus - czyli jak żyć w tych specyficznych czasach i nie zostać na lodzie
Blog > Komentarze do wpisu

Freelancer w Polsce

Wolny Strzelec

Kim jest wolny strzelec?,

dla tych co nie wiedzą pomocna i "nieomylna" Wikipedia:

"(ang. freelancer) – osoba pracująca bez etatu, realizująca projekty na zlecenie, najczęściej specjalizująca się w danej dziedzinie. Do profesji szczególnie popularnych wśród wolnych strzelców należą: fotografia, dziennikarstwo, pisarstwo, tłumaczenie, programowanie, malarstwo, grafika, doradztwo i inne zawody (głównie związane z pracą twórczą). Określenia „wolny strzelec” zazwyczaj nie nadaje się osobom wykonującym pracę fizyczną."

Wydaję się raj na ziemi? - siedzieć przed komputerem, "nic nie robić" i zarabiać duże pieniądze, aczkolwiek prawda jest jak róża z kolcami - bardziej bolesna.

Wyobraź sobie zlecenie, musisz siedzieć nad nim przynajmniej 48h, a dla zleceniodawcy liczy się czas, gdy Ty chcesz się wykazać i dopiero budujesz własną "markę"... Wtedy taki freelancer ("przekleństwo" żon i dzieci) siedzi nad projektem do bólu.

Mówią że praca fizyczna boli/męczy, a jak boli nielimitowana praca przed komputerem?

Realia są takie że wszyscy początkujący w zawodzie wolnego strzelca popełniają jeden  kluczowy błąd myślowy: "szybka kasa, w ciepłym domciu, szef nie drze pyska za plecami, my popijamy kawkę i zarabiamy" - błąd.

Freelancer fotograf - myślę że najprzyjemniejsze zajęcie, robisz zdjęcia, uwieczniasz piękno, do tego można poznać sporo dziewczyn, ale i tu się kończy raj. Fotograf, ba! nawet utalentowany nie opłaci prostych rachunków bez dużych zleceń, a na rynku jest spora konkurencja i przebić się do elity to jak napisać dobrego bloga z PR5 (trzeba czasu) Aktualnie jest sporo możliwości dla „początkujących” np. sprzedaż prac przez internet, giełdy (do reklam), no i zawsze można dorobić na zdjęciach z serii „do dowodu” i „do paszportu”.

Freelancer dziennikarz/blogger/pisarz - ten to piszę i piszę, jeśli się już gdzieś "podczepi" to na początek 200 zł/miesięcznie i to będzie sukces. U dziennikarzy też spora konkurencja, "ile blogów tyle dziennikarzy", a perełek jest tyle co nic. Żeby z tego wyżyć to trzeba min. 5 lat praktyki i trochę szczęścia, aż się gdzieś "zaczepisz" albo ktoś Ciebie "wyłowi". W tym zawodzie recepta jest prosta - pisz, pisz i jeszcze raz pisz.

Freelancer tłumacz - również milionerem nie będzie, jeden plus że daje się ogłoszenia "gdzie się da" i czeka... dobry tłumacz może wyrobić pół średniej krajowej w miesiąc, oczywiście ów pieniądze mu się należą bo to praca nie dla każdego.

Freelancer programista - wyższa szkoła jazdy... i duże stawki jak w pokerze. Jest jeden problem, a nawet dwa, po pierwsze TALENT, z programistą jak z grafikiem, musi mieć to "coś" aby wskoczyć do rollercoastera i zgarniać największe profity. Na początku szuka ogłoszeń, reklamuje swoje umiejętności, aż w środku kariery łączy się z ludźmi o podobnym poziomie „zniewolenia” i można powiedzieć że to jest kluczowa brama do dużych pieniędzy.

Freelancer malarz - pierwsze skojarzenie dziadek z farbkami, mający 1000 dzieł w piwnicy i sprzedane 10 sztuk za "parę groszy". Być malarzem to dorabiać na malowaniu pensjonatów u starszych kobiet. Niestety zawód artystyczny nie jest za dobrym wyborem, chyba ze jak wyżej, masz talent i wiesz że jesteś w tym dobry to zawsze można zrobić zdjęcia, wrzucić do netu, aukcje allegro itp. Kokosów nie ma.

Freelancer grafik - to taki malarz ale z większymi możliwościami (na topie), znam sporo grafików, jedni się wybili i tworzą grafikę do gier, inni budują strony internetowe, a jeszcze inni maja własne agencje reklamowe. Oczywiście droga grafika nie jest prosta, tutaj też musisz mieć to "coś". Tych co znam i co się wybijali to byli graficy z powołania - od małego rysowali ołówkiem po zeszytach takie "akcje" że wszyscy byli w szoku iż takie coś można zrobić. Grafików dzielimy na mistrzów i uczących się. Ci pierwsi nie muszą się martwić, tylko być i robić swoje, Ci drudzy uczą się całe życie i jakiś odsetek dojdzie do fazy mistrzowskiej.

Freelancer doradca - takowych doradców dzielimy na dwie podgrupy, 1. piszą to co myślą i opisują jak odbierają swoje dotychczasowe doświadczenia (wzloty/upadki) i 2. namawiają do myślenia innych w kolorowych barwach. Pewnie nie raz widzieliście stronę/bloga "kup książkę, a zarobisz fortunę w tydzień" - Ci doradcy to manipulanci, jedni mają wiedzę, a inni myślą że ją mają. Prawda jest oczywista - nic za darmo. Dobry doradca to mimo wszystko skarb, jeśli nie jest ekonomistą to może się okazać że skończy jako sprzedawca ww. książek w sieci (niestety)

 

Reasumując: „wolny strzelec” to tak naprawdę „uwięziony strzelec” - uwięziony w swojej dziedzinie. Aby być dobrym w tym co się robi, trzeba praktyki, lat i serca, więc jeśli czujesz że jesteś w jakiejś z ww. podgrup to nie przejmuj się tym co napisałem i próbuj, ale wiedz że być Freelancerem tzn. ciężko pracować.

Na koniec polecam: http://www.rentier-blog.pl/ - mały przyklad jak marzyć i stać się Freelancer-em tudzież Rentier-em.

piątek, 28 stycznia 2011, krezus-live

Komentarze
2011/01/28 21:32:22
Czy ja wiem, ja tam nie narzekam, ani na finanse, ani na nawał pracy.
-
2011/01/29 02:17:44
Ojjjjjj... u mnie nie jest tak słodko. Robię szatę graficzną do stron na zlecenie i często siedzę nad tym parę dni bez snu... pieniądze są,ale trzeba umieć podzielić czas bo bez tego mózg wysycha.
-
Gość: tłumacz, tonid.net
2011/01/29 12:59:27
Od 5 lat pracuję jak freelancer-tłumacz. Przedtem byłem dziennikarzem w branży komputerowej. Powyższy wpis absolutnie nie odzwierciedla mojej sytuacji:

- Mam zlecenia bez przerwy od 5 lat, najdłuższa przerwa bez pracy to około dwóch tygodni (chyba że na własne życzenie -- wyjazd gdzieś na przykład), takie przerwy są raz-dwa razy na rok.
- Zarabiam zdecydowanie więcej niż zarabiałem na jakimkolwiek "etacie". Zarobki są na stałym poziomie, wahania "w dół" nie są niezbezpieczne dla moich finansów, wahania "w górę" bywają bardzo przyjemne (jak się trafi więcej projektów na raz).
- Nie siedzę nad zleceniami nigdy dłużej niż około 12 godzin dziennie, zazwyczaj jedynie około 6. Pracuję w tych godzinach co chcę, zlecenia nigdy nie są "na już", jest to praca do rozłożenia średnio na 4-5 dni.
- Mam wielu znajomych tłumaczy-freelancerów, którzy pracują więcej i zarabiają również o wiele więcej (rekord kolegi: 22000 zł za jeden miesiąc). Mi się po prostu nie chce boku sobie wyrywać żeby zarabiać znacznie więcej.

Oczywiście to wszystko dla "świeżego" tłumacza jest niedostępne. Trzeba mieć odpowiednie umiejętności, sporo doświadczenia, wyspecjalizować się w jakiejś dziedzinie (w moim przypadku: jeden rodzaj oprogramowania CAT, jeden klient za pośrednictwem dwóch agencji -- jedna z największych na świecie firm informatycznych, bardzo duże projekty informatyczne: lokalizacja i dokumentacja do systemów). Wspomniani znajomi mają podobnie. Trzeba też mieć specyficzny charakter: umieć rozłożyć sobie pracę, mieć samodyscyplinę (nigdy nie przekroczyłem wyznaczonego terminu, oceny jakości mam wysokie).

Praca freelancera to najlepsze co mogło mnie spotkać. Zero stresu związanego z ludźmi. Wygoda: możliwość dostosowania sobie własnego środowiska pracy, brak ludzi patrzących mi w monitor, brak "przeszkadzajek", wybór dni/godzin pracy, brak typowego "szefa" (relacja z project managerem jest o wiele przyjemniejsza). Jedyny minus: siedzący tryb życia.
-
2011/01/29 13:09:55
Czyli jest Pan dowodem na to że freelancer tłumacz jak chce to może...
Gratulacje i dzięki za szczegółowy wpis.
--- kontakt: krezus-live(małpa)gazeta.pl